ŚWIADOME PODRÓŻOWANIE

Wakacje all inclusive na pięknej plaży, czy wyjazd na własną rękę i obcowanie z lokalsami? Jaki jest Twój styl podróżowania? Mój trochę się zmienił…

Zacznijmy więc od początku.

Od pierwszej klasy podstawówki rodzice zawsze wysyłali mnie gdzieś na kolonie. Po maturze przyszedł czas na pierwszy wypad ze znajomymi z biura podróży, all inclusive, klasycznie jak większość, do Egiptu. Słońce, plaża, kolorowe drinki, obżarstwo, bo bez limitu. Nurkowanie, jazda quadami po pustyni. Lokalne osoby, które poznałam, to pracownicy hotelu i ludzie, którzy chcieli mi coś sprzedać, używając świetnego chwytu marketingowego: „taniej niż w biedronce”. Byłam na tyle leniwa, że nawet nie chciało mi się jechać zobaczyć piramid, bo to aż 6 godzin podróży w jedną stronę. Z perspektywy czasu, trochę mi wstyd, ale człowiek do wielu rzeczy musi w życiu dojrzeć. Uważam, że do podróżowania również trzeba dojrzeć.

Kolejna wyprawa to przepiękna grecka wyspa- Kefalonia, z tym samym biurem podróży, ale już bez pakietu all inclusive. Po jednodniowej wycieczce fakultatywnej stwierdziłyśmy z przyjaciółką, że wypożyczymy samochód i same będziemy zwiedzać wyspę. Muszę przyznać, że to była świetna decyzja. Nigdzie się nie śpieszysz, zwiedzasz co chcesz, poznajesz lokalnych ludzi. Mały krok do przodu w podróżowaniu.

Potem świetna okazja w życiu, z której grzechem byłoby nie skorzystać. Kuba. Dzisiaj wiem, że zwiedziłabym ją totalnie w inny sposób. Mieszkałam w turystycznej miejscowości Varadero, w 4 gwiazdkowym hotelu z opcją all inclusive. Zwiedzałam ten kraj z biurem podróży. Teoretycznie nie ma w tym totalnie nic złego, dowiedziałam się wiele na temat życia Kubańczyków i historii kraju. Zobaczyłam prawdziwą biedę, sklepy na kartki, w których półki zazwyczaj były puste. Jakbym cofnęła się w czasie do polskiej komuny, którą na szczęście znam tylko z opowieści swoich rodziców. Kiedy dostrzegłam poziom życia, który prowadzą Kubańczycy, zaczęłam naprawdę doceniać to, co mam w swoim życiu. Razem z moim przyjacielem zostawiliśmy sporo ubrań i kosmetyków dla pracowników hotelu. Dla nas to tylko kilka zwykłych rzeczy, a dla nich jest to znacznie bardziej wartościowe. W ten oto sposób mój przyjaciel do tej pory ich odwiedza i zabiera specjalne dla nich paczki.

Przełomowym momentem w moim życiu była podróż do Tajlandii. Nie tylko pod kątem podróżowania, ale również podejścia do życia.

Przede wszystkim była to pierwsza podróż w moim życiu, kiedy na własną rękę polecieliśmy z moimi znajomymi. Zamiast wielkiej walizki, tym razem zapakowałam się w 30 litrowy plecak. Plan był jeden, odwiedzać miejsca, które jeszcze nie są aż tak bardzo przesiąknięte turystami. Nie ma co ukrywać, że to jeden z najbardziej obleganych kierunków ostatnich lat. W planie mieliśmy tylko początek i koniec podróży, reszta wyjdzie w praniu. Zarezerwowaliśmy tylko noclegi w Chiang Mai, bo dwa dni później mieliśmy loty na południe kraju i tam rozpoczynaliśmy odkrywać tajlandzkie wyspy. Z serii zaplanowanych była tylko jedna, Ko Lipe. Rajska wyspa o długości aż 3 km, bez samochodów, dróg, na której poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy tam mieszkają.

To tam zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że my, europejczycy, mając aż tyle, nie potrafimy się cieszyć życiem, a ludzie, którzy mają małą chatkę, proste życie, potrafią emanować ogromem szczęścia? Czy to zasługa słońca? Na pewno. Z drugiej strony wielkie zagrożenie tsunami i świadomość tego, że za chwilę możesz stracić dorobek swojego życia. Takie carpe diem, bądź jak to mawiają Tajlandczycy „sabai sabai”, czyli wyluzuj, nie martw się. Przestajesz używać telefonu, tracisz kontrolę nad czasem, więcej czasu spędzasz z lokalsami, poznajesz kulturę i zbierasz najpiękniejsze momenty swojego życia. To ludzie zawsze tworzą miejsca, do których chętnie wracamy. Inne kultury uczą większej tolerancji, poszerzają naszą świadomość na temat świata. Zaczynasz odkrywać świat po swojemu. Idąc za ciosem dostawaliśmy rekomendacje od lokalnych ludzi, co powinniśmy zobaczyć, uciekając od komercyjnych miejsc. Spaliśmy w prostych bungalowach, jedliśmy u miejscowych, podróżowaliśmy z nimi. Zachłysnęliśmy się totalnie innym podejściem do podróżowania. Nie dość, że wydawaliśmy o wiele mniej pieniędzy niż w komercyjnych miejscach to doświadczaliśmy więcej i mocniej. Nie wszędzie znajdowaliśmy piękne plaże, wiele z nich było zaśmieconych, a to przecież nasza zasługa, ludzi. Widzieliśmy karygodne podejście do zwierząt, które były formą rozrywki dla turystów. Po raz kolejny w swoim życiu widziałam prawdziwą biedę. Widziałam warunki, w jakich mieszkali lokalni ludzie. Takich rzeczy nie da się doświadczyć mieszkając w ekskluzywnych hotelach.

Patrząc na siebie i swój własny rozwój w podróżowaniu, chciałabym Was zachęcić, żebyście też spróbowali innej formy niż tylko wakacje all inclusive. Żebyśmy wspólnie spojrzeli na otaczający nas świat i wspólnie zrobili coś dobrego.  

Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszym zabieganym życiu, nie każdy ma czas na szukanie tanich biletów, planowaniu podróży, ale dla takich również są rozwiązania. Mowa tutaj o Solistach, Klubie Podróżników i pasjonatów życia, którzy uciekają od komercyjnego podróżowania i dodatkowo robią coś dobrego dla naszej matki ziemi. Wystartowali ze wspaniałym projektem, do którego osobiście dołączyłam, bo totalnie podpisuje się pod ich ideą. Przede wszystkim promują świadome podróżowanie i mają misję ratowania planety Ziemi, która jest w bardzo złym stanie. Wdychamy okropne ilości smogu, oceany toną w plastiku, miasta przepełnione są śmieciami, zasoby wody gasną w oczach, wiele gatunków zwierząt wymiera, wycinamy miliony drzew. Dużo czerpiemy z tego świata, a mało dajemy od siebie by coś zmienić.

Wspólnie chcemy ratować wyginające pszczoły, sadzić drzewa i wysyłać paczki dla ubogich. Małymi krokami do celu, którym jest lepsza przyszłość dla nas i waszych dzieci. Dlatego chciałabym Was zaprosić, żebyście również dołączyli do Klubu Podróżników Soliści. Plan jest prosty i polega na symbiozie. Dzięki opłacaniu rocznej składki otrzymujemy moc benefitów: zniżki na produkty podróżnicze (-50% National Geographic Magazine Poland, -30% Sklepy Górskie Skalnik), karnety sportowe OK System, pakiety medyczne LuxMed, ubezpieczenia podróżne i wiele innych, a cała kwota przeznaczana będzie na realizowanie wspólnej misji, czyli:

  • Zbudujemy ule dla 150 000 pszczół, które zapylą obszar wielkości Peru
  • Posadzimy 15 000 drzew – las o powierzchni 21 boisk piłkarskich
  • Dostarczymy 72 paczki pomocowe do krajów dotkniętych ubóstwem i klęskami żywiołowymi – pomożemy 2500 osób

 

Chodźmy więc robić fajne rzeczy, dla naszego lepszego jutra :)! 

Dołącz do Klubu

Dołącz razem ze mną,

Barmaid Traveler :)!

Leave a Comment