STOCK FEELING

Serwus!

Moja aklimatyzacja zajęła trochę czasu. Dopiero teraz czuję się na siłach. Poczułam zmęczenie podróżami. Jednak trochę się napodróżowałam. Ibiza, Barcelona, tour po Polsce, Austria. Nie zdążyłam odpocząć. Cieszę się, że w końcu gdzieś osiądę na dłuższą chwilę.

Karma szybko wraca. Zaczęłam kolejny rozdział życia, pt. „Życie w górach”. Przecież sobie marzyłam, że w sumie fajnie by było pomieszkać w górach. Ibiza otworzyła mi drzwi na świat. W Polsce raczej małe szanse, na poznanie koleżanki właściciela hotelu w Austrii. Chociaż, kto wie :).

Co to znaczy pracować dla najlepszego pracodawcy Austrii? Ha. Szczęśliwa ja. Zacznijmy od początku, bo sama nie wierzę w to czego doświadczam…

Mieszkam w Finkenberg, małym miasteczku, liczącym 1400 mieszkańców, w kraju związkowym Tyrol, w Austrii. Czyżby znowu wiejski klimat? Tym razem zamiast piania kur, czuję zapach koni i widuję pasące się kozy.

Okazuje się, że mam swoją własną kawalerkę! Standard oceniłabym na wysoki. Najważniejsze- widok z balkonu na przepiękne góry. Mam wielkie łóżko, co prawda materac za miękki, ale na dniach mają mi go wymienić. Miętową wygodną kanapę z drewnianym stoliczkiem, w stylu ikea. Cały aneks kuchenny, telewizor, mikrofalówkę, lodówkę. Łazienkę z prysznicem, wiadomo, wanna to byłby już szczyt marzeń. Cena, 70 euro miesięcznie. Dodam tylko, że na Ibizie za pokój płaci się średnio 500 euro.

W tym samym budynku mam również pralnię, stół do ping ponga, stół bilardowy, solarium, saunę i leżaki do odpoczynku. Za darmo, oczywiście. Właściciele zadbali również o to, żeby w budynku znajdował się odpłatny automat na piwo i napoje.

Budynek obok, ok. 2min, mam darmową siłownię oraz kabinę fizjoterapeutyczną. Latem pracownicy mają zaś swój własny basen. Dodam tylko, że to ośrodek, tylko i wyłącznie dla pracowników.

Do pracy mam 10 minut spacerkiem, pod górkę. Widok jest przepiękny, ale łatwo nie jest, chociaż cieszę się za każdym razem. Doceniam chwile. Pracuję w 5- cio gwiazdkowym hotelu, 5 dni w tygodniu, 10 godzin dziennie. Darmowe wyżywienie, 7 dni w tygodniu, 3 razy dziennie. Full wypas, serio. Ostatnio na obiad miałam krewetki. Co prawda, na śniadania nigdy nie wstałam, bo są od 6.30 od 9.30.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w życiu ważne są znajomości. No tak, są. W pracy zostałam przedstawiona jako koleżanka właściciela, którego nawet nigdy nie widziałam. Rozmawiałam z nim tylko 10 min. przez telefon. Niestety, moja poprzedniczka przetarła moje ścieżki. Nie znała się totalnie na pracy. Koledzy w pracy, na samą myśl o „koleżance właściciela” byli uprzedzeni.

Przychodzę więc ja, nie mówiąca w ich ojczystym języku. Co prawda uczyłam się niemieckiego przez 6 lat, ale totalnie nic nie pamiętam.Na szczęście, pracownicy mówią dobrze po angielsku. Uff.

Szef baru, okazuje się, że nie widział mojego CV. Zostałam wprowadzona od podstaw. Praca barmana tutaj się trochę różni, bo teoretycznie robisz wszystko. Odbierasz zamówienia przy stolikach, sprzątasz zaplecze, palarnię, taras, dbasz o to, żeby świeczki były ciągle zapalone, zanosisz koktajle na stolik w strefie barowej, oraz na restaurację, robienie koktajli jest w moim przypadku ostatnią czynnością, którą mogę robić. Pierwszy koktajl, zrobiłam dopiero 5 dnia swojej pracy. Cóż za cierpliwość, z drugiej strony, nawet się nie wychylałam za bardzo, bo po co?

Styl pracy barmana w Austrii jest zupełnie inny niż ten, z którym dotychczas pracowałam. Dodałabym, że poziom barmański jest słaby. Okej, jakość alkoholi jest na dobrym poziomie, ale widzę sporo błędów technicznych.  Póki co nie chcę się wywyższać, to nie moje rewiry. W dodatku moim szefem baru jest mężczyzna, który nie wygląda na takiego co by się słuchał koleżanki po fachu. Pierwszy raz też pracuję na automatycznych maszynach odmierzających porcje alkoholu. Głównie dotyczy to lanego piwa (na przyciski!) i wyższej jakości alkoholi.

W hotelu mają własnej produkcji wino, piwo, gin, nalewki, ba, nawet kosmetyki. Goście mogą doświadczyć tutaj wszystkiego. To miejsce jest naprawdę przepiękne. Nie zwiedziłam go jeszcze w pełni. Na początku się gubiłam, żeby dojść do baru. Spa, masaże, zabiegi kosmetyczne, siłownia, bar, restauracja, sauny, strefa chill—outu, ścianka wspinaczkowa, sala do boksu. Codziennie animacje, muzyka na żywo. Ukryty klub w stylu speakeasy. Żeby się do niego dostać, należy przejść przez zmywak barowy, przesunąć szafę z książkami i otworzyć drzwi do pop- baru. Mini klub na ok 80 osób, z djką, barem, miejscem do tańczenia, kilkoma stolikami, muzykami grającymi na djembe.

Wow! Gdzie ja pracuję?

Jestem pod wielkim wrażeniem. Przede wszystkim podejścia właścicieli do pracowników. Wiem, że to będzie kolejny, piękny sezon. Ludzie są mi przyjaźni, pomocni. Z chęcią uczą mnie niemieckiego i razem ze mną cieszą się, kiedy uczę się nowych słów i zwrotów. Będzie to również sezon pełny nauki. Przede wszystkim języka niemieckiego i lokalnych alkoholi.

Dobro tak szybko i pięknie wraca. Jestem absolutnie wdzięczna za wszystko, co mam. Polecam każdemu podążać za marzeniami i czynić wiele dobrego wokół siebie.

 

Ściskam Was gorąco z Finkenberg, życząc WESOŁYCH ŚWIĄT!

Barmaid Traveler

Leave a Comment