PIERWSZY POWIEW IBIZY!

4 kwietnia stanęłam na lotnisku w Warszawie. Ja, mój plecak, walizka i ukulele. Od samego początku czułam tą ekscytację że zaraz zmienię totalnie otoczenie. Do samego końca nie dowierzałam, że robię to co robię. Moja decyzja o wylocie zapadła w ciągu jednego miesiąca. W dodatku pierwszy raz w życiu wylatuje na sezon poza granice kraju :)!

Na odprawie już było wesoło, kiedy zapytałam o przewożenie ukulele w bagażu podręcznym. Pani z uśmiechem na twarzy zażyczyła sobie koncertu, na szczęście zostało mi to odpuszczone. No dobra, przeszłam przez bramki, do odlotu zostały jakieś dwie godzinki. Strasznie chciało mi się pić, więc w automacie zakupiłam tymbarka. Po jakimś czasie przypomniałam sobie że przecież zawsze na zakrętkach mają jakieś teksty, a tam: TRZEBA CHCIEĆ! No cóż, przypadek :)? Nie sądzę.

Dosyć szybko minął mi czas na oczekiwanie lotu. Przespałam prawie całą podróż, a o północy byłam już w Barcelonie. Miałam 8 godzin postoju, była noc i nie mogłam pójść spać. Wiecie, byłam sama i bałam się że ktoś mógłby mnie okraść. W planie miałam czytanie książki, więc klasycznie poszłam do automatu tym razem po wodę. Chyba mam jakieś szczęście do tych automatów…

Nie uwierzycie ale spotkałam tam chłopaka który pytał mnie jak się tym obsługiwać, sama jeszcze nie wiedziałam ale udało mi się zakupić wodę. Okazało się że jest Polakiem. Rafał, bo tak mu na imię czekał wraz ze swoim ojcem na poranny rejs. To jest kolejny dowód na to że w życiu nie ma przypadków. Panowie zajmują się montażem filmów o podróżach. Dołączyłam do nich na szybką instrukcję obsługi gimbala, ale strasznie nas poniosły rozmowy o podróżach. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, którzy podróżują po świecie. Ojciec zwiedził 100 krajów, syn 60. Dodam tylko że syn ma 23 lata, wow! Ja zwiedziłam dopiero hmm 11, ale wiem że to dopiero początek wielkich wypraw. Czas z nimi strasznie szybko mi upłynął więc mogłam spokojnie udać się na lot. Pamiętam tylko jak usiadłam w samolocie i obudziłam się na Ibizie….

Palmy, słonko. Rany! Zrobiłam to! Rzuciłam wszystko i poleciałam na Ibizę. Brawo ja!

Z lotniska odebrał mnie mój szef, Radek. Poznałam go pierwszy raz 5 lat temu na konkursie barmańskim Finlandia Vodka Cup. Prowadził wtedy szkolenie na temat lodu w słynnym na tamte czasy Colombia Bar w Warszawie. Natomiast 3 lata temu sędziował mnie i mojego przyjaciela podczas konkursu Absolut Shake It Up. Przypadek? W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny! Jest to też dowód na to że warto brać udział w konkursach. Dopiero teraz dotarło do mnie, że będę pracować u boku człowieka, który ma 23-letnie doświadczenie za barem! Prawie tyle ile ja mam lat! Wow! Kolejna wielka szansa dla mnie i rozwoju mojej kariery. Perfecto!

No dobra, okazuje się że mój nowy dom jest w miejscowości Jesus. Tym razem mama mówi że to nie jest przypadek. Okazuje się że w dawnych czasach wyspa należała do muzułmanów, ostatecznie została przejęta przez chrześcijan. Na wyspie jest bardzo dużo miasteczek, których nazwy nawiązują do świętych osobowości, np. Sant Josep, Sant Antoni, Santa Eularia i każde miasteczko posiada swój kościółek.

Pierwsze wrażenia? Cicho, spokojnie, piękne widoki, uśmiechnięci ludzie. Trochę jak na wsi. Dużo tu kur i kóz. Codziennie słyszę pianie koguta. Przypominają mi się moje wspaniałe czasy dzieciństwa, które spędzałam na wsi u babci. Wyspa jest dla mnie mieszanką Chorwacji i Grecji, czyli dwóch państw które bardzo lubię. Niektóre plaże, kojarzą mi się z moją ukochaną Tajlandią ze względu na pobliskie wysepki i skały. Można tutaj zwiedzać przepiękne plaże, których jest tu aż tyle że wiem że nie uda mi się zwiedzić wszystkich, lecz będę próbować! Jestem osobą, która kocha również góry, może nie ma tutaj wysokich szczytów (najwyższy ma 475 m n.p.m.), ale zawsze to coś. Będę musiała się tam wdrapać :). Sporo przede mną do zobaczenia!

Jest kwiecień, sezon rozpoczyna się od czerwca, więc do końca maja będzie jeszcze w miarę spokojnie. Myślę, że później poznam totalnie inną Ibizę niż teraz. Mieszka tutaj ok. 140 tys. mieszkańców, a w sezonie przylatuje tutaj aż 4 miliony turystów. Sopocki Monciak to przy tym pikuś, a pamiętam jak go omijałam szerokim łukiem.

Czuję że trafiłam do miejsca, w którym na każdym kroku spotykam ludzi, którzy mają podobne podejście do życia jak ja. Poznaję tylu podróżników i ludzi, którzy robią w życiu to co kochają, że jest to aż nieprawdopodobne. To oni też tworzą klimat tej wyspy. Postanowiłam, że oni będą częścią mojego bloga. Takich osobowości jak ja, które rzucają wszystko i lecą na Ibizę (bądź gdziekolwiek), jest duuuużo. Nikt tutaj nie biegnie, nie ma pośpiechu. Każdy cieszy się swoim życiem i realizuje swoje marzenia. Dla mnie przepięknie.

Pierwsze chwile spędziłam na zwiedzaniu okolicy. Stare miasto Ibizy, Santa Eularia, Talamanca, Playa d’en Bossa. Głównie miejsca, do których mogę dojść o własnych nogach. Muszę przyznać, że na początku miałam lekkiego gula, jak wiedziałam że w Polsce jest piękniejsza pogoda niż tutaj. Było dosyć szarawo i chłodno, ok. 14-18°C. Wiecie za pięknie by było. Rzuciła wszystko, pojechała na gotowe i jeszcze miałaby mieć przepiękną pogodę? Trzeba dozować szczęście. Początek był zimny! Pierwszej nocy tak zmarzłam, że następnego dnia siadły mi zatoki. Mieszkania tutaj nie są przystosowane na zimę, nie są ocieplane, nie ma grzejników. Ja należę do zmarzluchów. Taaak, było mi zimno! Nawet popadało trochę deszczu, a w Polsce istne lato. Spokojnie, wiem że będzie już tylko lepiej. Jest tutaj bardzo wilgotno, dlatego doceniłam fakt, że w Polsce ubrania są suche następnego dnia. Po 6 latach żyję bez samochodu, więc bardzo dużo spaceruję! Od momentu przyjazdu do dnia dzisiejszego przeszłam 230km, czyli średnio chodzę 12km dziennie. Spokojnie, dzisiaj wynajęłam skuter na cały sezon więc jestem podekscytowana! Muszę przyznać, że z dnia na dzień jest coraz piękniej, a uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.

Nocny widok na Stare Miasto Ibizy, które jest sercem tej wyspy. Tutaj jest najwięcej lokali gastronomicznych i przepiękne Stare Miasto z widokiem zapierającym dech w piersiach.

 

Talamanca, najbliższa dla mnie plaża i pierwsza którą tutaj ujrzałam i to tutaj po raz pierwszy ucięłam komara na piachu.

 

Santa Eularia, trzecie co do wielkości miasto na wyspie. Jest popularnym miejscem dla rodzin z dziećmi i osób szukających spokojniejszych wakacji. Przepiękne widoki z klifów i promenada pełna palm.

 

Playa d’en Bossa. Najsłynniejsza promenada pełna beach barów i lokali gastronomicznych, obstawiam że to Sopocki Monciak razy 10, hehe.

 

 

To co jesteście ciekawi ludzi, których zdążyłam już tutaj poznać i mojej nowej pracy?

Nie będę przedłużać, bo wiem że co za dużo to nie zdrowo :). Niebawem kolejne opowieści!

Wysyłam pozytywne wibracje z Ibizy,

Barmaid Traveler!

P.S. Dorzucam piosenkę moich kolegów z Lublina, którzy dołożyli się swoją muzyką do mojej decyzji.

Panowie, szacunek dla Was 🙂

12 Comments

  1. Z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej przenoszę się duszą na Twoja Ibizę. Czyta sie tak przyjemnie, że aż szkoda kiedy tekst się kończy. Jestem niesamowicie ciekawa Twoich dalszych przygód. 🙂

  2. Świetne teksty, piękne zdjęcia. Klaudia możesz się czuć wysłanniczką TVP3 Lublin na Ibizie. Wielkie zdolności w Tobie drzemią!!!!!!
    Pozdrawiamy z całego serca z mamuśką!!!!!!!!!!!!!!!!

Leave a Comment