MARZYCIELKA

Co jest twoją pasją? O czym marzysz? Co zrobiłeś w tym kierunku, żeby to zrobić? Czy to przypadkiem nie jest tak, że wielu z nas zapomniało o marzeniach. Że można je mieć i ciągle wymyślać nowe. Bo praca, bo rodzina, bo obowiązki. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie. Jesteśmy leniwi, boimy się. Zakładamy z góry, że się nie uda i nawet nie myślimy, jak można by było do tego dojść. Gdyby tak te marzenia zamienić na plany? Planowanie już jakoś lepiej brzmi, nie tak abstrakcyjnie. A gdyby tak te plany jeszcze zapisać na kartce papieru i umieścić w widocznym miejscu?

Początek roku 2017. Nowy rok, nowa ja. Ile razy wymyślamy sobie cele na początku roku? Ile z nich tak na dobrą sprawę realizujemy? Stwierdziłam, że a co tam, zapisze sobie to co chciałabym robić. Marzyłam o pracy w korporacji w firmie alkoholowej i podróży do Tajlandii. To były dwa główne cele. Były też mniejsze, łatwiejsze do zrealizowania, jak powrót do siatkówki czy czytanie książek. Z początkiem roku wysłałam kilka cv, lecz nikt się nie odzywał. Chciałam coś zmienić w swoim życiu. Jeżeli chodzi o Tajlandię, to wiedziałam, że po prostu polecę tam na wakacje, ale nawet nie szukałam żadnych lotów. Z początkiem czerwca zadzwonił do mnie mój dobry kolega, z którym kiedyś razem pracowałam za barem. Klaudia, nie chcesz lecieć do Tajlandii? Znalazłem super loty. Prowadziłam wtedy samochód, byłam w trakcie otwarcia lokalu w Lublinie. Duże zamieszanie, dużo pracy. Pewnie, że chce, kiedy i za ile? Listopad, 1200 zł w obie strony. Proste, że tak! Lecę! O północy byłam już posiadaczką biletów do raju. Wow. Szczęście mi sprzyja.

Siatkówka, stara pasja z czasów licealnych. Od momentu, kiedy zaczęłam pracować za barem, odstawiłam ją na bok. Przestałam trenować. W pewnym momencie zaczęłam strasznie tęsknić za tym sportem. Zaczęłam chodzić na amatorskie grania w Warszawie. Szukałam jakiegoś klubu, w którym mogłabym zacząć trenować od nowa. Chodziłam, szukałam, miałam w sumie już odpuścić, bo nigdzie mi się nie podobało. Kolega powiedział mi, że zna koleżankę, która gra w amatorskim klubie. Pójdź, zobaczysz, sprawdzisz, czy się podoba. Okazuje się, że nazywają się Fight-Łapy, po nazwie pomyślałam, że już tu pasuję. Amatorski klub z trenerami, pozytywne dziewczyny w drużynie, super treningi. Oł jea! Mam to! Nie sądziłam, że po tak krótkim czasie nawet zagram w pierwszym składzie. Sprawiało mi to super radochę i wiele uśmiechu na twarzy. To chyba za siatkówką tęsknie tutaj najbardziej…

Praca w korporacji? Po wysłaniu kilku cv i braku odzewu odpuściłam. Szczerze mówiąc, nie miałam planu, co będę robić po sezonie wakacyjnym. Czas pokaże, coś wymyślę. Pojechałam na szkolenia barmańskie Better Bar w Gdańsku. Zjazd barmanów z całej Polski i nie tylko. Duża dawka wiedzy, szkoleń i nowych znajomości. W pewnym momencie kolega pyta mnie, jakie mam plany po wakacjach. No w sumie to póki co pojechać na wakacje, ale biznesowych brak. Wiesz, szukają ambasadorki do pewnej marki alkoholu, kobiety, barmanki, z prawem jazdy. Wow. To chyba to, o czym marzyłam! Oczy od razu mi się otworzyły jak pięciozłotówki. Dowiedziałam się tylko, gdzie powinnam wysłać cv i pojechałam na rozmowę kwalifikacyjną. Jedna rozmowa przeciągnęła się aż do czterech. Prezentacje przed dwoma dyrektorami sprzedaży, panią z HRu i swoim głównym przełożonym. Było poważnie, ale totalnie dobrze się czułam, kiedy przedstawiałam swój plan na rozwój marki. Jednym słowem wywalczyłam sobie wymarzoną wtedy przeze mnie pracę. Pierwszy miesiąc pracy był jak z filmów. Spotkania biznesowe, lunche, wyjścia firmowe, nowi ludzie, nowe otoczenie. Wszystko było nowe i takie super. Wtedy czułam, że to jest moje miejsce, teraz czas na kredyt i kupno mieszkania. Czas się ustatkować! Niestety czar szybko prysł, kiedy zaczęłam być przedstawicielką handlową. Przede wszystkim zrozumiałam, jaka to ciężka praca i nie taka łatwa, jak wydawała mi się ze strony barmanki. Pierwszy raz w życiu czułam, że się duszę w pracy. Że moje rozmowy z najbliższymi kręciły się tylko i wyłącznie wokół pracy. Postawiłam wszystko na jedną kartę, w zgodzie z zasadą robić w życiu to, co się lubi. W rozmowie między szefem nie doszliśmy do porozumienia. Zakończyliśmy współpracę po okresie próbnym.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać i co teraz? Nie widziałam siebie w Warszawie w żadnym miejscu. Po chwili zastanowienia stwierdziłam: to jest ten czas. Czas żeby spróbować pracy na Ibizie. Czas spełnić swoje marzenie sprzed kilku lat. Bo jak nie teraz to kiedy? Szczerze mówiąc poszło mi zaskakująco dobrze. Wystarczyło napisać do Radka, czy może przypadkiem nie szuka barmanów do pracy. Traf chciał, że właśnie szukał. Do nowego projektu z ambitną kartą greckich koktajli. Tutaj warto wspomnieć, że Radka poznałam na konkursie barmańskim. Oceniał nasz wspólny występ z moim przyjacielem. Więc człowiek, który widział mnie tak na dobrą sprawę dwa razy w życiu, zaproponował mi pracę. Wow, może nie wygrałam nigdy konkursu, ale taką znajomością wygrałam pracę na Ibizie. Okazało się, że czasu do wylotu nie zostało tak dużo, bo tylko miesiąc. W kwietniu zaczynam pracę. Wyprowadziłam się z Warszawy, odwiedziłam rodzinę, sprzedałam samochód, założyłam bloga i otworzyłam nowy rozdział swojego życia. Postawiłam na jedną kartę. Zresztą, co ja miałam do zaryzykowania? No albo mi się spodoba, albo nie. Na pewno dużo się wydarzy. Na pewno poznam wielu ludzi.

Byłam ciekawa. To chyba ważna rzecz w życiu. Być ciekawym. Jest tyle wspaniałych rzeczy do robienia w życiu, tylko każdy musi odkryć, co tak naprawdę chciałby robić w życiu. Taki prosty przykład z życia, co znaczy kiedy praca sprawia Ci przyjemność. Mamo, wybacz, że bez pozwolenia, ale jestem z Ciebie dumna i myślę, że możesz inspirować kobiety w swoim wieku! Kilka lat spędziła pracując na poczcie. Ciężka praca za marne grosze. Serio, widziałam wiele razy, jak wracała styrana psychicznie do domu. Jednak to, gdzie pracujemy i kto znajduje się w naszym otoczeniu, ma naprawdę wielki wpływ na samopoczucie. Bańka w końcu pękła i mama się zwolniła. Moja mama zaczęła pracować w przedszkolu jako pomoc przy dzieciach. Nigdy nie widziałam jej takiej szczęśliwej i spełnionej. Odkryła siebie! Idzie na studia, chce zostać nauczycielką! Nieważne ile masz lat, ważne żebyś chciał! Mamo brawo!!!

Nie musisz w wieku 30 lat mieć mieszkania, kredytu, być w związku małżeńskim i mieć dzieci. Tak kiedyś wyglądało życie, nie znaczy, że teraz też ma tak wyglądać. Nie oszukujmy się, ludzie w moim wieku są innym pokoleniem. Żyjemy w innych czasach. Lepszych? Gorszych? Nie mi to oceniać. Poza tym liczba rozwodów z roku na rok tylko rośnie, więc chyba nie do końca warto się tak śpieszyć z tym małżeństwem. Jeżeli jest to super prawdziwe i szczere to wielkie szczęście i gratulacje, ale takich przypadków w swoim życiu widziałam naprawdę niewiele. Ale skoro mamy taki dostęp do świata, tyle możliwości, tyle otwartych dróg, że naprawdę żal nie skorzystać. Zmiany są dobre, zawsze czegoś uczą. Każde niepowodzenie to za każdym razem lekcja. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba wziąć ścierkę i to wytrzeć. Po prostu. Wszystko, co dzieje się w moim życiu, traktuję jako lekcję. Oczywiście nie miałam tak od zawsze. Od jakiegoś czasu bardziej zaczęłam się interesować podświadomością, szczęściem, prawem przyciągania, rozwojem osobistym. Jesteśmy kreatorami swoich zdarzeń. Na niektóre marzenia po prostu trzeba zapracować, na niektóre się odważyć. Trzeba chcieć i myśleć pozytywnie.

Chcąc nie chcąc wszyscy skończymy tak samo. Każdy z nas umrze, taka jest prawda i trzeba być na to gotowym. Życie mamy jedno i trzeba je godnie przeżyć. Nie znasz dnia i godziny. Jak to śpiewa Krzysztof: podróżować, zwiedzać świat, pięknie żyć, garściami życie brać. Bo dlaczego nie?

Szczęście ponoć sprzyja odważnym ludziom. Może dlatego, że odważyli się by coś zmienić, by coś zrobić. I wiecie co? Sama do tego wszystkiego doszłam, na wszystko sobie zapracowałam i jak czasami ktoś mi pisze, że zainspirowałam go do zmiany, to serce się raduje. Teraz jest czas, by dzielić się z innymi tym, co mam. Skoro spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy pozwolili mi spełnić moje marzenia, to teraz ja czuje, że chcę pomagać innym. Pomaganie też jest super! Więc uszy do góry i zacznijcie szukać swoich marzeń.

Jak zwykle wysyłam wam mnóstwo pozytywnego nastawienia do życia!

PS. Ten piękny pies na początku to mój stary dobry kumpel z mieszkania na Puławskiej w Warszawie, Ruuuudolf! Awwww za nim też tęsknie 🙂

One Love,

Barmaid Traveler

Leave a Comment