DO PRACY RODACY!

Zaraz minie pierwszy miesiąc na Ibizie. Jak ten czas ucieka przez palce! Tym bardziej chcę wykorzystać ten czas tutaj na sto procent! Doceniać tą wyspę przed przylotem milionów turystów. Niby przyleciałam tu na pół roku, ale wszystko co dobre zawsze szybko się kończy. Zaczynam rozumieć, dlaczego tylu ludzi tutaj przyjechało na chwilę i zostało na dłużej…

Na prawdę jest tu pięknie, dla mnie osobiście jest to mieszanka miejsc, do których mam wielki sentyment. Pierwsze skojarzenia zawsze są najważniejsze. Czuję się jak dziecko, które spełnia swoje marzenia z dzieciństwa. W dodatku, mnie od dziecka wszędzie nosi. Od pierwszej klasy podstawówki rodzice wysyłali mnie na kolonie, zawsze jeździłam na wakacje do dziadków na wieś. Jak mawia moja babcia, ino guni i guni. Chodzi o to, że nigdy nie potrafiłam zbyt długo wysiedzieć w domu. Czyżbym podróże miała we krwi?

Jak człowiek zacznie podróżować, to potem nie może przestać. Jest to silnie uzależniające. Uważajcie, ale polecam to każdemu! Jakby ktoś mi powiedział 5 lat temu, że będę mieszkać na Ibizie, powiedziałabym: Stary, dobre masz marzenia, ale zostań na ziemi! Jak byłam w podstawówce i rodzice wysyłali mnie i mojego brata na wakacje do babci na wieś to kradłam swojemu bratu motorynkę. On natomiast kradł wujkowi motor więc mieliśmy wyrównane rachunki. Teraz mam wypożyczony skuter, którym mogę zwiedzać całą wyspę. Juhuuuuu! Dodam tylko, że w tym roku planowałam robić prawko na motor. No cóż, jakoś to przeboleję… Wymieniłam to na skuter i przepiękne widoki, brzmi jak świetny deal, prawda :)?

No dobra, czas chyba napisać parę słów o moim nowym miejscu pracy. Jest to nowo powstała restauracja Jul’s. Grecki koncept z przepięknym wystrojem. Jeżeli chodzi o lokalizację, jest usytuowany nieopodal lotniska w drodze na piękne plaże, takie jak Sa Caleta czy Es Vedra, dodatkowo jest po drodze do jednego z najbardziej popularnych lokali- Blue Marlin.

 

Jul’s jest miejscem, w którym możesz skosztować pyszną grecką kuchnię, wypić nietuzinkowe, smaczne koktajle (no to raczej wiadomo), tupnąć nóżką, wychillować się na bujanym fotelu. Jeżeli chodzi o moje szczęście do nowo otwierających się lokali, trzeba przyznać że go totalnie nie posiadam. Wierzę natomiast, że tym razem karma do mnie wróci. Nie widzę złego scenariusza tego miejsca. Mamy jeszcze trochę czasu na dotarcie się ze wszystkim, żeby wszystko było w punkt. Goście są zadowoleni, a to jest najważniejsze. Jedyne problemy jakie mamy to system, który nam wymienią w tym tygodniu. Według mnie jak na otwarcie poszło bardzo gładko i bez większych problemów. Ja osobiście jestem pod wrażeniem konceptu barowego, nigdy wcześniej nie skupiałam się na greckich produktach, a w karcie mamy np. Tztatziki Coladę! Kiedy usłyszałam składniki koktajli, pomyślałam sobie i powiedziałam na głos: to musi być okropne. Odpowiedź Radka: do odważnych świat należy!

O mamuuuuuuuuniu, jakie to było dobre! Rum, syrop migdałowy, ogórek, jogurt grecki, sok z cytryny. Dawno się już tak pozytywnie nie zaskoczyłam smakowo. Test panel karty z kuchni też powalił mnie z nóg, przede wszystkim po stestowaniu 29 dań nie byłam w stanie wstać od stołu. Haha. Dla mnie numerem jeden są oczywiście owoce morza. Chrupiąca rybka czy moje ukochane krewetki. Zdrowo, świeżo, dobrej jakości produkty. Niektórzy goście przewidują, że może to być najlepsze miejsce tego sezonu. Z drugiej strony, pomijając początki zawsze lądowałam w najlepszych miejscach. Wierzę, że tu będzie tak samo.

Jest tutaj duża mieszanka ludzi z całego świata. Cała kuchnia to pracownicy z Grecji, bar to gang z Polski, na sali mieszanka Hiszpanii, Anglii, Francji, Argentyny i Włoch. Właściciel pochodzi z Francji, mieszka na wyspie od kilku lat. Wie jacy ludzie tutaj mieszkają, wie jacy przyjeżdżają i ile pieniędzy mają w portfelu. Tak, sporo tutaj milionerów i bilionerów, dlatego jest tu tak drogo! Przed stworzeniem konceptu, wszystko było przedyskutowane i przeanalizowane. Ja jestem tutaj pierwszy raz, więc zdaję się na nich, ufam im. Im też zależy, żeby stworzyć miejsce w którym będzie się działo. Jak dla mnie miejsce będzie śmigać, na dzień dzisiejszy już sprzedajemy sporo koktajli,a sezon dopiero przed nami. W życiu tylu Bloody Marry nie zrobiłam jak tutaj, uwaga zaczynam się przełamywać do tego kotkajlu. Wódka, sok pomidorowy, tabasco, worcester, sok z cytryny, sól, pieprz, odrobina cukru- by wyciągnąć aromaty pomidorów. Nie lubię świeżych pomidorów, tym bardziej soku z pomidorów. Fujka. Rozumiem jednak ludzi, którzy są jej fanami. Przede wszystkim jest to dobry koktajl na kaca, zawiera dużo potasu, który wypłukujemy dnia poprzedniego. Ludzie są otwarci na propozycje koktajlowe, nie są to Janusze pijący piwko z sokiem. Skoro już o ludziach mowa, to może rozwinę temat, na który większość z was zapewne czeka.

Na początku czas spędzałam z wesołą rodzinką Radka, to bardzo miłe z ich strony że tak ciepło przyjęli mnie pod swój dach, ale wiecie mam 25 lat i mam ochotę poznawać nowych ludzi i odkrywać wyspę po swojemu. Nie myśląc zbyt długo odpaliłam Tindera, w celu poszukiwania ludzi, którzy po prostu tutaj mieszkają. Byłam i nadal jestem ciekawa ludzi, to najfajniejsze co może nas w życiu spotkać. Poznawać nowe kultury, wymieniać spostrzeżenia na temat życia.

Pierwszą osobą, którą spotkałam był Alex. Chłopak, który ma 24lata, urodził się tutaj na Ibizie. Właśnie jak się poprawnie wymienia: Ibizowicz? Na co dzień studiuje wychowanie fizycznie w Alicante. W sezonie pracuje tutaj jako taksówkarz. Jego ojciec jest szefem kuchni, mama pracuje w sklepie, ma młodszego brata, który jeszcze chodzi do szkoły. Wyjechał parę lat temu na Erasmusa do Finlandii. Jak zapytałam go o jego wrażenia z Finlandii, odpowiedział że to było naprawdę świetne doświadczenie, którego nie żałuje, ale zobaczył tam wielu smutnych ludzi, którzy nie cieszą się swoim życiem. Nie tylko tam w Finlandii, tutaj na Ibizie też. Ludziom czasem wydaje się, że mając dużo pieniędzy mogą kupić szczęście. Niestety, szczęścia nie da się kupić. Spacerowaliśmy nocą po Starym Mieście Ibizy, miasto wygląda wtedy magicznie. Była to bardzo interesująca rozmowa o życiu, o relacjach międzyludzkich. Dodatkowo, Alex nie jest fanem techno, nie pije alkoholu, nie pali, nie używa wszelkiego rodzaju używek. Nie wygląda też na Hiszpana, bardziej by pasował na chłopaka z Finlandii. Szokuje go ilość osób, które myślą, że Ibiza to tylko imprezowa wyspa. Niesie naprawdę o wiele więcej niż większości się wydaje. Alex prowadzi zdrowy styl życia, jest fanem sportu. Mamy w planach wspólne bieganie po górach i granie w plażówkę! Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać gry w plażówkę, tęsknie tutaj za siatkówką, strasznie! Nie widziałam jeszcze żadnego boiska do plażówki, ani ludzi którzy grają. Mam nadzieję, że się to zmieni…

Idąc zwykłą drogą też można spotkać ludzi. Przykładowo, pewnego razu spotkałam Rolfa. Jest Niemcem, który mieszka tutaj od 4lat. Przez 12 lat podróżował po świecie mieszkając pół roku w danym miejscu. Jest kucharzem, pracował w wielu restauracjach, ma świetne doświadczenie, uwielbia podróże. Teraz jest właścicielem dwóch sushi barów na Ibizie. Wcześniej miał wspólników, teraz wykupił udziały. Jak zapytałam czy jest teraz z tego powodu szczęśliwy, odpowiedział że teraz ma tylko więcej problemów i obowiązków na głowie. No tak to niestety jest jak się ma własne biznesy. Człowiek jest w pracy 24h. Koniecznie muszę go odwiedzić, w dodatku okazało się że jesteśmy sąsiadami bo mieszkamy w tym samym miasteczku. Rozmowa z nim była dla mnie tak inspirująca! Przecież to jest styl życia, który ja chce prowadzić. Podróżować po świecie i pracować za barem, rozwijać się, poznawać ludzi, cieszyć się życiem.

Wszyscy wiedzą, że Ibiza to imprezowa wyspa. Poznałam tutaj już kilku DJ-ów. Pierwszy z nich- Jeeday, z pochodzenia Włoch, jest DJ-em od 16lat, obecnie ma 32. Mieszka tutaj od 10 lat. Z jego perspektywy, wyspa nie jest tą samą, która była kiedyś. Stała się bardzo komercyjna. Każdy marzy o tym, żeby być tutaj DJ-em. Według niego poziom muzyczny znacznie się pogorszył, coraz więcej komercyjnej muzyki niesie się po wyspie. Wszystko jest robione pod osobowości VIP, które mają miliony w portfelu. Przykładowo, najstarszy klub na wyspie- PACHA, kiedyś był miejscem, dla ludzi którzy przychodzili tylko i wyłącznie dla muzyki. Sala taneczna była tylko salą taneczną, w której ludzie tańczyli. Teraz jest więcej miejsca do siedzenia niż do tańczenia. Wejściówki są mega drogie, od 50 do 80 euro za osobę. Kto się wybiera i chce się bawić, niech przygotuje gruby portfel.

Śmiesznie, ale bardzo dużo ludzi poznałam na POLICJI! Policja miejscem spotkań ludzi mojego pokroju. Rzucili wszystko i przylecieli na Ibizę by pracować i cieszyć się życiem. Tylko dlaczego spotykamy się na policji?

Jeżeli kiedykolwiek narzekaliście, a na pewno narzekaliście na naszą biurokrację w Polsce, zapraszam na Ibizę! Tutaj na wszystko trzeba czekać i czekać i czekać. Cóż, jaki kraj taki obyczaj. U nas w Polsce też trzeba czekać, szczególnie na służbe zdrowia. Żeby legalnie pracować w Hiszpanii trzeba posiadać numer NIE, czyli numer identyfikacyjny dla cudzoziemców. Bez tego nie ma szansy na legalną pracę. Okazuje się że na Ibizie jest straszny problem by wyrobić ten numer.

Są dwie opcje: pierwsza z nich to opłacenie firmy, która się tym zajmie. Miałam pójść na łatwiznę i to zapłacić. Początkowo miało to kosztować 80 euro, w momencie kiedy dowiedziałam się że chcą ode mnie 160 euro, stwierdziłam że nie ma takiej opcji. Pójdę i to zrobię. Wybrałam opcję numer dwa. Czyli jaką? Poranne wstawanie. Musiałam pojawić się na posterunku policji o 7 rano. Bramy otwierają dopiero o 9, ale sporo ludzi ma tutaj ten sam problem co ja. Działa więc tutaj zasad: kto pierwszy ten lepszy. Dodam tylko, że autobusy kursują dopiero od 6.40. Musiałam więc wyjść z domu o godzinie 6 i iść pieszo by być na miejscu o odpowiedniej godzinie. Wszystko byłoby pięknie gdyby można było załatwić wszystko za jednym razem. Niestety: MANIANA MANIANA, co oznacza jutro, jutro. Nie miałam kopii swojego paszportu, więc Pani Policjant odesłała mnie z formularzem do wypełnienia i zaprosiła następnego dnia. Cóż, nie miałam za bardzo nic do powiedzenia. Następnego dnia znowu musiałam się pojawić o tak wczesnej godzinie. Nie dałam rady fizycznie, byłam o 8. Pan Policjant powiedział, że jest już za późno. Za dużo ludzi. Zapraszamy jutro. MANIANA! Miałam cztery podejścia. Za trzecim razem, kiedy miałam wypełnione dokumenty i ksero dowodu otrzymałam dokumenty i podatek do opłacenia w banku. Później trzeba pójść do banku i opłacić podatek w wysokości ok. 10 euro. Kolejnego dnia przynieść dowód wpłaty i to w sumie tyle. Trzeba swoje wystać i wyczekać, ale mam 150 euro w kieszeni. Brawo ja! Przy okazji można poznać kolejnych nowych ludzi…

Nawet rozmowa z Panem policjantem była bardzo miła! Jakoś w Polsce sobie tego nie wyobrażam. Przede wszystkim policjanci wyglądają jak policjanci, nie mają bebzoli od piwska i ponurych min. Widać że lubią swoją pracę, a nie są tam za karę. Nawet można się z nimi porozumieć w języku angielskim. Mój hiszpański na dzień dzisiejszy jest za słaby na rozmowy, ale spokojnie, dajmy sobie trochę czasu.

Na policji poznałam dwie osoby, z którymi złapałam super kontakt. Znowu Włosi. Chyba najczęściej spotykana narodowość tutaj. Wszyscy podróżnicy. Alexandra 32 lata. Wcześniej mieszkała przez 2 lata w Australii, zajmowała się organizacją eventów. Dowiedziałam się, że to jedyne miejsce na dzień dzisiejszy, w którym mieszkała dłużej niż pół roku. Zaczęła podróże od 18 roku życia i nie może przestać. Azja, Australia, Europa. Teraz chce się gdzieś osiedlić w Europie. Może tutaj? Była tutaj wcześniej na wakacjach, teraz szuka pracy. Znalazła, została asystentką managera w luksusowych sklepach markowych Philipp Plein. Wielu ludzi tutaj przyjeżdża bez planu. Każdy wie, że znajdzie tutaj pracę. Jeśli tylko chce. Oczywiście trzeba znać minimum język angielski. Ja póki co porozumiewam się w języku angielskim, lecz chce to zmienić. W końcu mieszkam w Hiszpanii :).

Kolejnym przykładem może być Michele- Włoch, który jest kelnerem. Od kilku lat pracował w Londynie. Nie cierpi pogody, która tam jest. Kocha słońce, plaże, techno. Stwierdził, że i on może tutaj popracować. Szuka pracy od kilku dni, dzisiaj z nim rozmawiałam, ma dwa próbne dni w restauracjach. Nie napina się. Wie że będzie dobrze. Ci ludzie mają naprawdę pozytywne myślenie. Będzie dobrze we wszystkim i z wszystkim, jeśli tylko będziesz w to osobiście wierzyć. Wy wierzycie że będzie dobrze? Ja wysyłam Wam dużo wiary na lepsze jutro! Róbcie to co sprawia Wam przyjemność!

One Love,

Barmaid Traveler

Leave a Comment