CZY ZNALAZŁAM RAJ?

Pewnie większość z Was już ma mnie dosyć za moje bezstresowe życie na pięknej wyspie. Pamiętam swoje wakacje rok temu w Chorwacji, jeden z kapitanów jachtów powiedział, że on to sobie ceni to bezstresowe życie. Bez korporacji, pogoni za pieniędzmi. Ludzie tak biegną, że zapominają żeby zrobić coś dla siebie. Co ostatnio dla siebie zrobiłeś? Co ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy? Ja na przykład pierwszy raz opalałam się toples. Dziwne uczucie przewietrzyć swoje ciało, ale jest przyjemnie! W dodatku w hamaku i z przepięknym widokiem… Tak tutaj masa ludzi opala się toples. Dla mnie to nowość i zapewne dla większość turystów też. Ludzie dbają tutaj o swoje ciało, sporo biegają, uprawiają jogę, zdrowo się odżywiają. Zmobilizowali i mnie żeby ogarnąć swoje ciało, bo przecież od błogiego życia przytyłam! Ale co tam, schudnę. Ludzie przy barze też są kulturalni, nie piją do upadłego, nie widuję też żadnych awantur.

Ostatnio jak podróżowałam skuterem to widziałam dwa przepiękne białe konie, jak z bajki. Najprawdopodobniej poczuły wiatr we włosach, wbiegając na drogę szybkiego ruchu. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Klimat na tej wyspie ulega zmianie. Dla mnie w tym momencie jest idealna temperatura, ok. 25 stopni, aczkolwiek zawsze o tej porze roku było już 30 stopni, bez tylu opadów deszczu i większa ilość turystów. Cóż, klimat się nam zmienia i to wiadomo już nie od dzisiaj. Powoli zaczynam zwiedzać północ wyspy, jest tam pięknie i spokojnie. Będę musiała to wszystko uporządkować, bo ilość tych plaż zaczyna mnie gubić, a każda taka piękna…

Zwolniłam swoje obroty. Nie biegnę. Doceniam małe rzeczy. Cieszę się tym, że świeci słońce, że mogę podróżować po całej wyspie skuterem, że poznaję ludzi z całego świata. Na dzień dzisiejszy nie potrzebuję więcej. Oczywiście tęsknię za ważnymi dla mnie ludźmi, których zostawiłam w Polsce, ale żyjemy w takich czasach, że w każdej chwili można się skontaktować. Nawet moja 74- letnia Babcia ma Facebooka i jestem z nią na stałych łączach. Janina, jestem z Ciebie strasznie dumna! Nie mogę sobie jeszcze poradzić ze znalezieniem siatkarskiego towarzystwa. Mam już piłkę, nawet towarzyszy do grania, ale poziom jest tragiczny póki co. Mój kolega z pracy, który pochodzi ze Sri Lanki pierwszy raz w ogóle odbijał piłkę do siatkówki, więc zostałam nauczycielką. Wiedzieliście, że tam narodowym sportem jest krykiet? Naszym chyba narzekanie. Często na myśl przychodzą mi słowa Piłsudskiego: „naród wspaniały tylko ludzie kurwy” i widzę w tym coraz większy sens. Niestety ludzie mają o Polakach średnie opinie: narzekający i zamknięci. Oczywiście są wyjątki, ale… zmieńmy nastawienie! Zamiast narzekać, zastanówmy się co możemy zrobić żeby było lepiej i to zróbmy. Proste, co?

Super jest to, że mogę być motywacją dla innych osób. Nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru moich tekstów, dziękuję! Tylko, że takich osób jak ja jest jeszcze więcej. Podróżników w Polsce też jest dużo. Wystarczy wstać z kanapy i pójść na jakieś podróżnicze spotkanie, bądź na cokolwiek co nas interesuje. Ludzie opowiadają super rzeczy. Świat jest taki piękny i jest tyle wspaniałych miejsc do zobaczenia… Poznałam kiedyś Zuzę- opowiadała o Tajlandii, spędziła tam dwa lata pracując jako nauczycielka angielskiego. Super pozytywna osoba, otwarta, pomocna. Pierwsza osoba z blogerskiego świata do której zagadałam, bo poczułam że jest mega w porządku. No i jest. Gdybyście mieli jakieś pytania o Tajlandii, to polecam zgłaszać się do niej – Jestem Zuza :).

Chyba przyciągam do siebie pozytywne osoby. W sumie dzięki niej dowiedziałam się też, że istnieje coś takiego jak cyfrowy nomadyzm. Więc jeśli myślicie o tym co zrobić żeby zacząć łączyć prace i podróże, polecam zagłębić się w ten temat. Ostatnio się śmiałam, że jestem barmanką nomadką, ale może komuś podrzucę inspirację co można robić innego. Tutaj jest ich strasznie dużo. Parę dni temu kiedy wracałam z biegania po plaży i zauważyłam jednego barmana, który flairował (rzucał butelkami), podeszłam tak po prostu i zagadałam. Pracuje tutaj 6 sezon, pochodzi z Włoch, pracował w Sydney, Miami, Londynie…. Fajnie prawda? Poznałam też starszego Pana- Juan, właściciel mieszkania w którym mieszka Bele, trochę przypomina mi mojego dziadka. Teraz jest już na emeryturze, ale był kelnerem, barmanem, pracował na statkach. Pokazywał nam swoje zdjęcia z przeszłości, było widać, że jest szczęśliwy że może nam pokazać i opowiedzieć swoją historię, ale czułam że w głębi duszy jest smutny bo jest samotny. Miał wiele kobiet w swoim życiu, ale z żadną się nie ożenił. Obstawiam, że był z niego niezły macho!

Na koniec dzisiejszego postu opowiem śmieszną sytuację jaką zastałam w jednym lokalnym bistro. Zasiadam przy barze, zamawiam shandy i nadchodzi on. Wysoki brunet, z uśmiechem na twarzy, okulary na nosie i wymachuje MARCHEWKĄ. Cóż, zaczynam się uśmiechać. Mówi do mnie że on jest tutaj bosem, a to jest jego marchewkowy długopis. Faktycznie był trochę pijany, ale w tak śmieszny sposób że nie mogłam przestać się śmiać. Terapia uśmiechem! Ponoć jest coś takiego, na pewno działa. Uśmiech za uśmiech :). Bawił się tą marchewką jak zaczarowanym ołówkiem. Potem wziął połowę croissanta i rozśmieszał ludzi. Niestety zabawa nie mogła trwać wiecznie, nadeszła siesta. Przedstawił mi swoją 3 miesięczna córeczkę i żonę. Niby nic szczególnego i wielkiego, ale dało mi to wiele uśmiechu na twarzy i radości.

Wysyłam Wam więc sporo uśmiechu!

Barmaid Traveler

Leave a Comment