BARMAID LIFESTYLE

Jak wygląda życie barmanki? Możliwości w barmaństwie jest wiele, tak jak i w każdym innym zawodzie. Najważniejsze by robić w swoim życiu to co jest twoją pasją. Zaczynałam nie potrafiąc nic, uczestniczyłam w wielu szkoleniach, dosyć szybko awansowałam na kierowniczkę, potem zaczęły mnie jarać koktajle, konkursy, kulka śnieżna zaczęła się lepić i lepić. Były pierwsze wyjazdy na sezon nad morze, prowadzenie najlepszych lokali w Lublinie, własna mobilna firma, Warszawa i koktajlbary, posada ambasadorki i przedstawicielki alkoholowej. Trochę się uzbierało tego wszystkiego w moim cv. Zawsze jednak ciągnęło mnie do podróży. To już mój trzeci sezon nad morzem, tym razem tylko poza granicami Polski. Zapewne gdybym się nie rozwijała w swoim zawodzie, nie brała udziału w konkursach pewnie mogłabym dalej lać wódkę z colą. Rozwój jest najważniejszy, zawsze! Jeśli robicie coś z głębi serca, zawsze daleko zajdziecie. Ja w to wierzę i cieszę się z tego gdzie jestem i co robię!

Dlaczego ludzie tak zachwycają się tą wyspą? Czym się różni? Wiele osób mi mówiło, że ta wyspa mnie wciągnie. Na pewno jeszcze bardziej otwiera umysł na rzeczywistość. Oczywiście wyspa posiada przepiękne widoki zapierające dech w piersiach i jest ich mega dużo. Co sprawia że ludzie, którzy tu przyjeżdżają zostają bądź wracają? To na pewno klimat który tutaj panuje. Ludzie tworzą klimat. Zawsze i wszędzie. Ta sama sytuacja dotyczy barów, restauracji. To ludzie kreują miejsca, do których chętnie wracamy. Dlaczego? Bo cały czas się uśmiechają, nie narzekają, cieszą się życiem, zagadują, są ciekawi innych ludzi.

Dlaczego więc ludzie się nie uśmiechają? Bo nie chcą mieć zmarszczek. Właśnie sobie uświadomiłam jedną rzecz. Ludzie którzy dużo się uśmiechają mają większe zmarszczki niż Ci, którzy z reguły są smutni i ciągle narzekają. Ja to lubię się uśmiechać, dlatego mam ich już trochę ;). Tak naprawdę jest po prostu milej. Jak druga osoba uśmiechnie się ze wzajemnością to jest jeszcze bardziej miło. Tak mało wystarczy, żeby ludzie po prostu byli z natury szczęśliwsi.

Ibiza to miejsca, w którym na pewno poznasz mnóstwo przyjaznych ludzi, otwartych, którzy mają tyle ciekawych historii do opowiedzenia że aż sama micha się cieszy jak z nimi rozmawiasz. Więc jak wygląda teraz moje życie? W moim przypadku, nie za wiele się zmieniło. Pracuję od 17 do 2 w nocy. Jest to idealne dla mnie rozwiązanie. Poznałam sporo ludzi, którzy pracują tutaj od 11 do 23 i nie mają czasu na zwiedzanie i odkrywanie wyspy. Ja natomiast przed pracą staram się zwiedzać, odpoczywać, poznawać ludzi, cieszyć się tym co tutaj jest.

Ze względu na to, że jestem zajarana górami musiałam zdobyć pierwszy szczyt na Ibizie. Mały bo mały, 475 m n.p.m., ale zawsze to coś. Widoki warte wejścia na samą górę. Czas wspinaczki to ok. 2 h. Miałyśmy z Bele idealne okno pogodowe, ale niestety zbyt mało czasu by wejść… Dosyć zabawne, ale na Ibizie można wszystko więc na najwyższy szczyt wjechałyśmy skuterem. Ha, bo w sumie to dlaczego nie? No dobra, karma szybko wróciła. Jak wracałyśmy szlakiem to się wywróciłyśmy, ale totalnie nic nam się nie stało. Janusze podróży! Trochę mnie ten skuter rozleniwia i zmuszam się do biegania i ćwiczeń.

 

W ubiegłym tygodniu odbywał się Medival Festiwal. Całe Stare Miasto Ibizy przeniosło się do czasów średniowiecza, po uliczkach spacerowali muzycy i artyści, którzy oddawali atmosferę tamtych czasów. Miłe i przyjemne dla oka, niestety drogie jeśli chce się korzystać z innych atrakcji. Jak wszędzie zresztą. Moja rada: najpierw zapytajcie o cenę. Ja ze swoimi znajomymi zamówiliśmy 3 dania do spróbowania i 3 piwka. 70 euro. Nie było to warte swojej ceny… Jakbym na za 3 penta kiełbasy, frytki i 3 piwka zapłaciła ponad 280zł… Można również zakupić sporo upominków, ręcznie robionych biżuterii. Ja zakupiłam swój nowy kapelutek! Tylko 15 euro więc nie ma tragedii.

Zaliczyłam już pierwsze tańce! Sezon klubowy dopiero się rozpoczyna, kluby z tygodnia na tydzień zaczynają się otwierać. Byłam na otwarciu Blue Marlin, jeden z najbardziej popularnych miejsc na wyspie. Pierwsze wrażenia? Waaaaaaaaaaait! Zawsze to ja byłam po drugiej stronie baru, więc zacznijmy od tego że czekałam godzinę w kolejce i było mi zimno! Potem czekaliśmy w kolejce do baru. Lokal był wypełniony po brzegi. Co chwilę ktoś mnie szturchał. Nie lubię tego. Dopiero kiedy oddaliliśmy się ze znajomymi na plażę mogłam odetchnąć. Powodzenia w szczycie sezonu w takim razie… Odwiedziłam też lokal Bora Bora, który znajduje się przy Playa d’en Bossa. Super muzyka, ale ludzie wystrzeleni jak siemasz. Śmieszne uczucie, kiedy na nich patrzysz i zastanawiasz się co wcześniej brali. Tak, śmiałam się od ucha do ucha tańcząc do muzyki. Kiedy w oddali usłyszałam głos djembe w rytm muzyki poczułam się świetnie i postanowiłam że nauczę się tutaj grać na djembe. Bo w sumie to dlaczego nie? Słyszałam, że na północy wyspy można spotkać mnóstwo muzyków grających na tego typu instrumentach! Nie mogę się więc doczekać!

PS. Kto z Was jest fanem winka z Maryjką? Jest też tutaj! Klostor Liebfraumilch! 4 euro, polecam :)!

Wysyłam pozytywne wibracje!
Barmaid Traveler

Leave a Comment